Benedyktyńska sałatka z serca Prowansji.

Ta sałatka już zawsze będzie mi sie kojarzyć z moją pierwszą wizytą we Francji. Lipiec, upał, gdzieś w Prowansji, po całym dniu wędrówki docieramy wreszcie na nocleg do opactwa Benedyktynów. Mnisi częstują nas kolacją, zasiadamy w pięknym, średniowiecznym refektarzu i dostajemy … niby nic wielkiego, ale pamiętam do dziś, mimo, że upłynęło już prawie 20 lat …

Dzban źródlanej wody, domowy, pieczony przez mnichów chleb i TĘ sałatkę. Dla mnie, dziecka wychowanego w PRL-u to było totalne odkrycie, surowa cukinia i te wszystkie świeże zioła …( o istnieniu niektórych nie miałam wtedy pojęcia). Danie było lekkie, składało się zaledwie kilku składników, ale smakowało i pachniało nieziemsko. Teraz w domu przyrządzam tę sałatkę, kiedy chcę wrócić myślami do tamtej podróży.

Składniki:

  • 150 g ryżu (mix  białego basmati i dzikiego)
  • 1 cukinia
  • 1 puszka tuńczyka w sosie własnym
  • 2 łyżki świeżego estragonu
  • 2 łyżki świeżego tymianku
  • 2 łyżki listków bazylii
  • 50 ml oliwy
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • sól, pieprz

Ryż gotujemy wg przepisu na opakowaniu. Cukinię kroimy w cieniutkie słupki tzw. julienne. Do małego słoiczka wlewamy oliwę, ocet i zmiażdżony czosnek. Zakręcamy pokrywkę i potrząsamy tak długo, aż otrzymamy gesty sos, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

W duże misce mieszamy wystudzony ryż, cukinię i kawałki tuńczyka odsączone z zalewy, dodajemy porwane listki świeżych ziół i sos.